Przygotowania Cayenne pod wyprawy

Jednym z podstawowych elementów wyprawowych każdego samochodu jest bagażnik dachowy. Dla mnie specjalnie zaprojektował go i wykonał Piotr Lasota 4×4 z Puław. Ta znana firma w świecie zabudów wyprawowych opracowała bardzo solidną, a jednocześnie zgrabną konstrukcję dla 955/957. Wyprawa na Wschód Polski była fajnym pretekstem by odwiedzić przy tej okazji kilka winnic z okolic Kazimierza nad Wisłą i Opola Lubelskiego. Zdecydowanie muszę w przyszłym roku zorganizować tutaj jakiś enotrip.

Francja z Pasją Porsche

Relacja z letniej wyprawy 2025

📍 Trasa: Polska – Austria – Liechtenstein – Szwajcaria – Włochy – Francja – Niemcy

Sobota, 28 czerwca 2025

Pierwszy dzień wakacji to od kilku lat znak, że czas ruszać w trasę z Pasją Porsche. Zbiórka tradycyjnie pod Ostrawą, a potem wspólny obiad i zwiedzanie piwnic producenta Sekta – czyli austriackiego odpowiednika prawdziwego szampana – w Poysdorf. Wieczorem załadowaliśmy auta na pociąg Nightjet z kuszetkami i autolawetą, który zabrał nas z Wiednia w kierunku Feldkirch, tuż przy granicy Szwajcarii i Liechtensteinu.

Niedziela

Z samego rana zjazd z pociągu w Feldkirch. Drobne przygody z samochodem i lodówką na insulinę, która odmówiła współpracy. Śniadanie w Vaduz, stolicy Liechtensteinu. Potem ruszamy słynną „drogą Jamesa Bonda” przez przełęcz Furka – obowiązkowe zdjęcia pod kultowym hotelem Belvedere. Wcześniej zaliczyliśmy Oberalppass, skąd bierze początek Ren. Rodzinny grill w plenerze, a następnie wspinaczka na Wielką Przełęcz Świętego Bernarda. Zjazd na nocleg do doliny Aosty.

Poniedziałek

Wyruszamy w kierunku Francji przez Małą Przełęcz Św. Bernarda – po drodze sesja zdjęciowa w rejonie La Thuile. Na Col de l’Iseran (2770 m n.p.m.) chłodno i pochmurno, ale widoki wynagradzają wszystko. Po lunchu w kamiennym miasteczku Bonneval-sur-Arc ruszamy dalej – na Col du Mont Cenis (2081 m n.p.m.), gdzie spotykamy ekipę Peugeot 205. Wieczorem meldujemy się w Sauze d’Oulx – świetny hotel, doskonała kolacja i włoska gościnność. Jedynie Ferrari California T kaprysi – odmówiło posłuszeństwa pod hotelem, ale po kilku dniach znów będzie w trasie.

Wtorek

Wczesne śniadanie i dalej w drogę. Col Agnel (2744 m n.p.m.) wita nas fantastycznym widokiem. Do bazy w Pra Loup docieramy po południu. Wieczorem spotkanie z ekipą niemieckiego Porsche Club Spyder, wspólna kolacja i długie rozmowy przy lokalnym winie.

Środa

Docieramy do Prowansji! Pierwszy przystanek – widoki w Parku Narodowym Mercantour. Pogoda dopisuje, więc zdobywamy najwyższy dostępny dla samochodów punkt w Alpach – Cime de la Bonette (2802 m n.p.m.). Zjeżdżamy na południe Francji, zahaczając o Clans i legendarną trasę Rajdu Monte Carlo (droga D10). Po panoramicznym punkcie w Saint-Auban – emocjonujący zjazd serpentynami. Wieczorem Monaco, przejazd trasą F1, zwiedzanie Èze i finał dnia w Menton.

Czwartek

Dzień plażingu i różowego prowansalskiego wina. Lunch na plaży i błogie lenistwo. Wieczorem wypad do kasyna w Monaco. Kolacja w cudownej włoskiej restauracji odkrytej przez Zuzię – obowiązkowy punkt programu.

Piątek

Zamiast plaży – kultowa Col de Turini! Lunch w legendarnym Hotelu des Trois Vallées, a potem kierunek Antibes. Wieczór przy basenie, Małże Św. Jakuba i różowe wino – idealne zakończenie dnia.

Sobota

Zwiedzanie perfumerii Fragonard – długo, ale warto. Potem decyzja: kierunek San Remo! Espresso w teatrze Ariston, szybki lunch i powrót do Mentony. Wieczorem tradycyjna kolacja podsumowująca wspólną część wyprawy z Pasją Porsche.

Niedziela

Wyruszamy w trzy załogi – Cayenne, Macan i Boxster 718 – na drugą, prywatną część wyprawy. Zwiedzanie Pałacu Papieży w Avignon. Na osłodę – świetne zdjęcia na słynnym moście Pont Saint-Bénézet i lody z gwiazdką Michelin.

Poniedziałek

Châteauneuf-du-Pape – winnica Brotte i degustacja z polską sommelierką. Potem Orange i imponujący rzymski amfiteatr. Na koniec dnia – Muzeum Lawendy w Saint-Remèze i wieczór w Dijon.

Wtorek

Zwiedzanie Dijon i winnic. Moillard w Nuits-Saint-Georges, a potem perełka – Château de Savigny-Lès-Beaune z muzeum Abartha i kolekcją samolotów. Wieczorem kolacja w chińskim wine barze – połączenie zaskakująco udane.

Środa

Pałac książąt Burgundzkich, a potem Muzeum Motoryzacji w Miluzie – największa na świecie kolekcja Bugatti! Ekspozycja Tintina, dachowanie symulacyjne i odpalanie auta korbą – super zabawa. Wieczorem Colmar – bajkowa stolica Alzacji, apartament w zabytkowej kamienicy i biodynamiczna historia wina.

Czwartek

Winnica Eugene Meyer, potem góry Wogezy, Lac Blanc i bajkowe Riquewihr. Lunch z lokalnymi specjałami, wizyta w winnicy Hugel (od 1639 r.) i powrót do Colmar. Wieczorem spacer po miasteczku – i odkrycie małej Statuły Wolności!

Piątek

Dzień bez pośpiechu – muzeum wina, lunch na targu, rozmowy z lokalesami i anyżówka w tabac. Alzacja ma w sobie coś magicznego – tu na pewno wrócę.

Sobota

Powrót do domu, ale po drodze obowiązkowy przystanek w Muzeum Techniki Sinsheim. Concorde, TU-144, U-boot i dziesiątki legend motoryzacji. Wieczorem Lipsk i zasłużony odpoczynek.

Niedziela

Rano krótki postój pod fabryką Porsche w Lipsku – niestety w niedzielę nie można jej zwiedzać. Potem już tylko kilkaset kilometrów do Polski. O 20:00 – meta. 4000 km moim Cayenne. Bezawaryjnie!

Podróż z Pasją Porsche – edycja 2025 zakończona sukcesem!
Poniżej kilka zdjęć z wyprawy.

993 Cabrio i 944 „Dakarista” – dwa światy, jedno Air|Water

Tegoroczna edycja Air|Water Poland w Warszawie była pierwszym europejskim wydarzeniem pod tym szyldem – świętem dla wszystkich fanów Porsche, niezależnie od tego, czy ich silnik chłodzony jest powietrzem, czy cieczą.

Dla mnie wszystko zaczęło się już wcześniej – w drodze z Krakowa do Warszawy. Wracałem po spotkaniu biznesowym i przypadkiem dołączyłem na trasie do niezwykłej ekipy: 944 „Dakarista” z N2Studio Natalii Bożek. Przez pewien odcinek jechaliśmy razem – dwa zupełnie różne Porsche, ale idealnie oddające ducha Air|Water: klasyczna elegancja mojej 993 Cabrio i terenowa, rajdowa dusza ich 944. Po kilku wspólnych kilometrach nasze drogi się rozeszły – ja kierowałem się prosto do stolicy.

W Warszawie punktem obowiązkowym był piątkowy „before party” na myjni WashPoint Blizne. Właściciel tego miejsca miał genialny pomysł, by zorganizować luźne spotkanie dla uczestników przed główną imprezą. Był grill, bezalkoholowe piwo, DJ serwujący świetne sety i mnóstwo rozmów przy autach – idealne połączenie przygotowań i integracji. Klimat bardziej przypominał kalifornijskie spotkania Porsche niż typowe eventy – pełen luz, dobra muzyka i dźwięk boxerów w tle.

Kiedy kilkadziesiąt Porsche ruszyło wspólnie spod myjni w stronę centrum Warszawy, w asyście fotografów i kamer, to był prawdziwy moment magii. Kolumna aut wjeżdżających pod bramy Air|Water wyglądała jak scena z filmu – różne generacje, różne światy, ale jedna marka i ta sama pasja.

Sam teren imprezy, położony na obszarze Stacji Muzeum i Nocnego Marketu, był absolutnie wyjątkowy. Połączenie motoryzacji Porsche z historią kolei stworzyło niesamowity klimat – nasze samochody parkowały wprost na starych peronach, między lokomotywami i wagonami. Industrialna sceneria, zapach smaru, dźwięk silników i światła zachodzącego słońca – tego nie da się podrobić.

Wśród ponad 250 samochodów znalazły się prawdziwe perełki: 908 Bergspyder, legendarne 917, a także ultranowoczesne (choć już mające swoje lata) 918 RSR. Zestawienie klasyków i współczesnych konstrukcji sprawiało, że można było dosłownie przejść przez historię Porsche w jednym miejscu.

Dla mnie równie inspirujące było stoisko „Safari”, prezentujące bardziej przygodowe oblicze marki. Obok wspomnianej wcześniej 944 „Dakarista” można było zobaczyć także 928 w terenowej konfiguracji oraz Cayenne w wydaniu off-road – z kultową wersją Transsyberia na czele. Ten fragment wystawy idealnie pokazywał, że Porsche to nie tylko tor i asfalt, ale też kurz, piach i wolność podróży.

Air|Water Warsaw 2025 pokazało, że magia tej marki tkwi w różnorodności. Nieważne, czy to 356, 993, 944 Dakarista, czy Cayenne Transsyberia – najważniejsze, że łączy nas to samo uczucie, kiedy odpalamy silnik i czujemy ten specyficzny zapach benzyny, metalu i przygody.

Hel Riders 2025 – klasykiem na Półwysep z przygodami

Złe miłego początki…

Bardzo się cieszyłem na możliwość udziału w tym wydarzeniu. W kilkoro znajomych z Porsche Club Polska skrzyknęliśmy się, że pojedziemy klasykami na Półwysep Helski, by wziąć udział w IV edycji Hel Riders.

Przygotowałem moją srebrną 993 cabrio – bo to jedyny oczywisty wybór na taki event – i ruszyłem w drogę. Niestety, po przejechaniu kilkudziesięciu kilometrów podróż zakończyła się… rozerwaną oponą, dzięki uprzejmości zardzewiałego kawałka metalu na łącznicy DK86 z S1 pod Siewierzem. Winna: GDDKiA.

Dobrze, że była zwężka i jechałem wolno. Strach pomyśleć, co by było przy 120 km/h… Na szczęście laweta z PZU Assistance pojawiła się sprawnie. Mniej sprawnie – patrol policji, który kazał na siebie czekać 45 minut. Decyzja: z powrotem do Tychów, nowe opony w Halgumie czekały na mnie już o 14:00. O 14:30 byłem znów w trasie – z 6-godzinnym opóźnieniem, ale jednak!

Pogoda? Lało jak z cebra.

Do Władysławowa dotarłem około 20:30. Szybki check-in, bagaże i jazda do portu rybackiego w Jastarni, gdzie czekały już zlotowe klasyki. Na premierę filmu „Surfari” w kinie Żeglarz niestety się nie załapałem – brakło 30 minut. Ale nie ma tego złego – razem z ekipą ruszyliśmy na kolację do bazy: Chałupy 6. Auto zostawiłem na boisku do kosza (tzw. żółta strefa). Zdjęcie z tego miejsca z moją 993 pojawiło się jako główne w artykule o Hel Riders w najnowszym Classic Auto 😎


Sobota – klasykiem przez Kaszuby

7:30 śniadanie, potem szybki przejazd do bazy Hel Riders. Punktualnie o 9:11 odprawę rozpoczyna Tomek Staniszewski z P-Series. Trasa? Przepiękne, kręte drogi Kaszub. Styl? Na czas, ale z głową – najważniejsze jest bezpieczeństwo.

„BEZPIECZNA jazda to podstawa dobrej zabawy” – Tomek Staniszewski

Nasza załoga? Ja w „srebrnej strzale”, Grucha w 964 America Roadster (Lavender Blue Metallic!) i Stary Mata w cudnym 928. Dwa kabriolety i klasyk z „Risky Business” – czy można chcieć lepszego składu?

Trasa prowadziła przez Łebcz, pałac w Kłaninie i Krokowej, jezioro Żarnowieckie, aż do Cisowego Zakątka na obiad. Pogoda zaczęła płatać figle, ale gorąca zupa jedzona w kolejce smakowała świetnie. Drugiego dania nie starczyło, ale… zostały buraczki i wege gulasz, a wcześniej pyszne ciasto. Kalorie się zgadzają!

Powrót przez Łętowo, Strzebielinek, Połczyno, Puck – i do Władysławowa. Krótki relaks, basen, kolacja i… pociągiem (!) wracam na koncert Krystyny Prońko i Andrzeja Dąbrowskiego w Chałupach.

Ale zanim koncert – biforek u Gruchy 🍷 i wpadka na dwóch braci z Biłgoraja – właścicieli cudnej 964. Mega pozytywni pasjonaci wiatraków!

Koncert? Sztos. Pani Krystyna w niesamowitej formie, Pan Andrzej wciąż z klasą i humorem. Pokolenia śpiewają razem „Jesteś lekiem na całe zło”. Magia.

A potem… celebryci i internet. Patryk Mikiciuk w „kocu indiańskim” pokazuje Ferrari 400GT i 996 „Sally”. Ale prawdziwą furorę robi Marko Szwarc w Formułce VEE – jego auto pojawi się w zapowiedzi Hel Riders 2026 🎬

Sobota kończy się około 1:30 w niedzielę.


Niedziela – gofry i pożegnanie z półwyspem

Poranek z widokiem na morze i… kultowy gofr „ze wszystkim” na plaży we Władku. Kawa, słońce, zero krzyków – tylko chillout.

Ale festiwal nadal trwa! Chałupy 6 tętnią życiem. Na miejscu można zobaczyć:

Wprawne oko wypatrzy też projekt Marco, o którym jeszcze będzie głośno.

Niestety – wszystko, co dobre, szybko się kończy. 7 godzin do Tychów to jednak nie przelewki. Ruszam około 14:00. Oczywiście: deszcz, objazdy, A1 przez Gniew… Ale ten klimat przypomina mi rodzinne wakacje maluchem do Karwii. I to też ma swój urok.

Z Galicyjskim spokojem… czyli weekend z Pasją Porsche

Trzeci rok z rzędu przełom maja i czerwca spędzamy we wspaniałym towarzystwie Pasjonatów Porsche w rejonie szeroko pojętej Galicji.

Tym razem już w czwartek zjechaliśmy do pachnącego jeszcze nowością (byliśmy pierwszymi gośćmi) ośrodka wypoczynkowego Czarna Chata Luxury Resort nad jeziorem Klimkówka. I od razu przetestowaliśmy jego strefę SPA: basen z orzeźwiającą wodą, wygodne jakuzzi i strefę saun 🙂 To był idealny relaks po blisko 3 godzinach dojazdu – chociaż akurat nasza Panamera jest super wygodnym samochodem na długie podróże.

Piątek to dzień „samochodowy”, tak więc punktualnie o 9:28, a może 9:44 🙂 ruszyliśmy malowniczymi drogami do pierwszego miejsca do dzisiejszych odwiedzin tzn. ośrodka edukacyjnego Magurskiego Parku Narodowego w Krępni. Tu zostaliśmy podzieli na dwie grupy: jedna brała udział w multimedialnym seansie prezentującym jak zmienia się park w ciągu czterech pór roku, a druga w tym czasie zwiedzała muzeum. Bardzo duże wrażenie zrobiła na mnie pieczołowitość z jaką została przygotowana wystawa, ale wisienką na torcie było gniazdo orła które można było podziwiać z bliska.

Ponieważ trasa dojazdowa i zwiedzanie zajęły sporo czasu to udaliśmy się na posiłek do położonej niedaleko Bacówki Polany. Serwowane w niej lokalne specjały przeszły nasze najśmielsze oczekiwania, a dopisująca pogoda zachęciła do chillu na sporym zielonym terenie wokół restauracji. Powrót zaplanowany został przez Słowację, gdzie w miejscowości Beherov 🙂 zrobiliśmy zakupy lokalnych specjałów. Po wieczornej kolacji zaczęła się nieformalna impreza – była oczywiście muzyka, tańce i wino. Impreza skończyła się około 23.00, gdyż rano mieliśmy zaplanowany dzień „autokarowy”.

Sobota, ostatni dzień maja. O 9:11 , a może 9:24 🙂 rozzuliśmy wszyscy wspólnie w podróż autokarową. A plan przygotowany przez organizatora był bardzo bogaty. Na pierwszy „ogień” poszedł Kasztel w Szymbarku oraz zlokalizowany nieopodal Skansen Wsi Pogórzańskiej prezentujący życie ludności w dawnych czasach. Mi szczególnie spodobała się izba poświęcona działaniom wojennym na tym terenie podczas I Wojny Światowej, a także kolekcja ciekawych rzeźb w parku okalającym Kasztel.

Kolejny punkt programu, a jakże miałby być inaczej to: winnica. A konkretnie Winnica Dwie Granice, o której właściciele piszą tak: „Winnica Dwie Granice została założona z myślą o tym, aby być częścią odrodzenia polskiego winiarstwa i enoturystyki. Jesteśmy dumni, że bierzemy w tym udział. Pragniemy, aby enoturystyka stała się popularną formą spędzania wolnego czasu. Istniejemy, aby promować kulturę picia wina i szerzyć szacunek do tego trunku w społeczeństwie. Dążymy do tego, aby odwiedzali nas Klienci różnych narodowości i aby nasz produkt był kojarzony z wysoką jakością. Pragniemy, aby nasze wino było produktem premium. Każde z naszych win jest unikalne i stanowczo mówimy „nie” produkcji masowej. Nasi pracownicy to pasjonaci wina i swojej pracy. „. Po oprowadzeniu przez mistrza winiarstwa po części „produkcyjnej” rozpoczęła się właściwa degustacja w towarzystwie lokalnych serów. Prezentowane wina (głównie czerwone) nie koniecznie przypadły mi do gustu z racji mojej alergii więc kupiliśmy na własną rękę białe wino i poprosiliśmy o „prywatną” prezentację. Wina okazały się dobrej jakości, a kupione specjalnie dla mojego syna wino czerwone zostało przez niego ocenione „jako jedno z najlepszych czerwonych win z Polski jakie pił w życiu”! No tak, ale wszystko co dobre musi się kiedyś skończyć 🙂

Nasz kolejny punkt to odwiedziny … cmentarza, a konkretnie 60-tego cmentarza wojennego na przełęczy Małastowskiej (604 m.n.p.m.) Ktoś mógłby zapytać po co odwiedzać cmentarz wojenny? Otóż jest on przykładem kilkudziesięciu (a może kilkuset?) tego typu miejsc w tym rejonie Polski o bardzo ciekawym układzie urbanistycznym. „Cmentarz znajduje się przy drodze z Gładyszowa do Gorlic na Przełęczy Małastowskiej na którą prowadzą malownicze serpentyny. Projektował go D. Jurković. Głównym akcentem cmentarza jest drewniany ołtarz z kopią obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Ogrodzenie cmentarza zbudowane jest z bali drewnianych. Pochowanych jest tu 174 Austriaków.”

To był tylko przystanek w drodze do Stadniny Koni Huculskich w Gładyszowie. To największa w Polsce (a może i na świecie) tego typu jednostka. W trakcie odwiedzin mieliśmy okazję poznać historię tego miejsca, odwiedzić bogate izbę pamięci, ale także stajnie (nawet niektóre z osób karmiły konie). Następnie udaliśmy się na posiłek – cóż jak do tej pory mieliśmy już sporo atrakcji, a wizyta w winnicy tylko zaostrzyła nasze apetyty. Oczywiście były serwowane dania lokalne typu: war z pierogiem mięsny czy kartacze z mięsem 🙂 Myśleliśmy, że to już koniec atrakcji na dziś, ale…

Ostatnim przystankiem była Cerkiew Św. Paraskiewy w miejscowości Kwiatoń . To dawna łemkowska cerkiew greckokatolicka należącą do najlepiej zachowanych tego typu obiektów łemkowskich w Polsce. . Obecnie używana jako kościół filialny parafii rzymskokatolickiej w Uściu Gorlickim. Przed budynkiem czekał na nas społeczny przewodnik – pasjonat który godzinami mógłby opowiadać o historii tej ziemi i jej dawnych mieszkańców. Wnętrze cerkwi / kościoła jest zachowane w bardzo dobrej kondycji, a polichromie są bardzo bogate. Ich znaczenie szczegółowo objaśnił nam pan Przewodnik. Dobrze, że nasz kierownik wycieczki – Krzysztof zwany Kulczykiem panował nad czasem, bo mielibyśmy problem wrócić na czas do naszego ośrodka, gdzie czekała na nas niespodzianka 🙂

Niespodzianka to wspaniały grill i ognisko pożegnalne – cóż jest czas rozstań, ale z większością uczestników tego zlotu widzimy się przecież za 4 tygodnie na dworcu we Wiedniu skąd wyruszymy na podbój alp Francuskich, Lazurowego Wybrzeża i Monte Carlo 🙂

PS. Premierę w naszym towarzystwie miało też … lazurowe Ferrari California T. Bardzo ładny wóz. Będzie z nami również we Francji – ciekawe jak się spisze na krętych alpejskich przełęczach?

Podlasie Classic 2025 – pierwszy Cayenne wśród klasyków!

Dzień zakupu – i od razu 600 km do Białowieży

Tegoroczna III edycja Podlasia Classic była dla mnie absolutnie wyjątkowa. Do Białowieży przyjechałem świeżo kupionym Porsche Cayenne 957 – i to dosłownie tego samego dnia! Rano odebrałem pozytywną opinię od Tomka „Białego” z Auto Technika w Kędzierzynie-Koźlu, podpisaliśmy umowę, zabrałem rodzinę i ruszyliśmy w trasę – prawie 600 km w jedną stronę. – auto kupione z przebiegim 187.270 km.

To był najlepszy sposób na „chrzciny” nowego auta – pierwsze kilometry od razu w klubowej atmosferze.

Cayenne – klasyk czy nie?

To pierwszy raz, gdy Cayenne wziął udział w zlocie klasycznych Porsche jako pełnoprawny uczestnik. Wiem, że budzi to kontrowersje – w końcu Cayenne jest wciąż widywane na ulicach jako codzienne auto. Ale oficjalna strona Porsche Classic nie pozostawia wątpliwości: Cayenne 957 ma status klasyka.

Czy to za wcześnie? Może tak. Ale w Białowieży przyjęto go bardzo serdecznie, a ja sam czułem, że wśród 911 i 928 wygląda całkiem na miejscu – w końcu to kawał prawdziwego Porsche.

Sobota pełna wrażeń i licytacja z sercem

Zlot był prawdziwą ucztą dla duszy – Puszcza Białowieska, spotkanie z żubrami, klimatyczne drogi przez Krainę Otwartych Okiennic i popołudniowa trasa przez zalew Siemianówka.

Wieczorem czekał nas bankiet w sali kominkowej, a DJ Waldi grał do 2:00 w nocy – trochę go wspomogłem, bo dawno nie było takiej imprezy.

W trakcie bankietu, razem z Andrzejem „Andruszką” – organizatorem wydarzenia – poprowadziliśmy tradycyjną aukcję charytatywną na rzecz Adama Jerozolimskiego #WalczAdam. Klubowicze stanęli na wysokości zadania i udało się zebrać naprawdę solidną sumę pieniędzy.

Wisienka na serniku – wagon Ferdinanda Porsche

Niedzielny poranek zakończył ten weekend w prawdziwym stylu. Prawdziwą wisienką na serniku była kawa i wyśmienity sernik serwowany specjalnie dla nas w wagonie-salonce zaprojektowanej przez Ferdinanda Porsche. Taka podróż w czasie – elegancja, historia i wyjątkowy klimat.

Pierwszy weekend z Cayenne – 1200 km bez problemu

Mój nowy Cayenne 957 spisał się na medal. W pierwszy weekend zrobiłem nim ponad 1250 km bez żadnej awarii. Komfort, pewność prowadzenia i to typowe „porsche’owe DNA” sprawiły, że od razu poczułem, iż to świetne uzupełnienie mojej kolekcji.

Czy Cayenne zasługuje na miano klasyka? Dla mnie – po tym wyjeździe – zdecydowanie tak.

P‑Series Rally 2025 – Warmia i Mazury w deszczu, ale z uśmiechem!

Ledwo tydzień wcześniej wróciłem z Mazur, gdzie uczestniczyłem w zlocie transaxli moim Porsche 944 z 1985 roku, a już czekała na mnie kolejna przygoda – P‑Series Rally 2025. Tym razem ruszyłem w trasę z synem i córką, którzy od pierwszych kilometrów złapali rajdowy klimat.

Rajd odbywał się po itinerze, a nasza ekipa wybrała trasę turystyczną, która pozwoliła nam nie tylko cieszyć się jazdą, ale także odkrywać uroki regionu. W trakcie rajdu odwiedziliśmy Sanktuarium w Świętej Lipce, gdzie wysłuchaliśmy wyjątkowego koncertu organowego, a także zamek w Rynie, który zrobił na nas ogromne wrażenie swoją historią i klimatem.

W tym roku rywalizacja toczyła się w trzech kategoriach: Classic, Speed i OffroadCiekawostką jest fakt, że w tej ostatniej klasyczne 911 zdeklasowały Cayenne, zajmując wszystkie pierwsze miejsca! Nasze 944 w czerwonym kolorze, w wersji z automatem, pochodzące z USA i w perfekcyjnym stanie (z przebiegiem zaledwie 55 000 mil), spisało się świetnie, pewnie prowadząc nas po mokrych, malowniczych drogach Warmii i Mazur – mimo ciągłego deszczu.

Wisienką na torcie była wieczorna prezentacja filmu o starcie ekipy P‑Series w Rajdzie Dakar Classic – ich 924 zajęło w tym roku 4. miejsce! Tego samego wieczoru odbywała się ogólnopolska Noc Muzeów, więc mogliśmy zobaczyć zamek biskupi w Lidzbarku Warmińskim w nocnej odsłonie. Wejście na wieżę zamkową o północy miało swój niepowtarzalny klimat.

W niedzielę, wracając do domu, zatrzymaliśmy się jeszcze na polach Grunwaldu, gdzie odwiedziliśmy niezwykle ciekawe muzeum bitwy z Krzyżakami w 1410 roku. To była świetna lekcja historii dla dzieci, a dla mnie – idealne zakończenie weekendu pełnego emocji.

Dwa weekendy z rzędu w 944 – najpierw zlot transaxli, a teraz P‑Series Rally – to jest właśnie kwintesencja życia z klasycznym Porsche. Wracamy zmęczeni, ale pełni wrażeń i gotowi na kolejne przygody.

Industrialne śniadanie PCP – Rudy Raciborskie


Śniadanie u cystersów i parowozowa przygoda – nasz dzień w Rudach

To był dzień, który pachniał świeżymi bułkami, smarem z lokomotywowni i… kiełbaskami z ogniska. Start o 10:00 – spotykamy się na dziedzińcu Opactwa Cysterskiego w Rudach. Tam czeka na nas ks. Piotr ze śniadaniem, które smakuje tak, jakby ktoś właśnie włączył tryb „najlepszy początek dnia ever”. Kawa, jajecznica, croissanty, a hitem okazał się tradycyjny śląski kołoc na maśle – taki, że palce lizać!

Chwilę po 11:00 nasze auta zostają na parkingu, a my przenosimy się w kolejarski świat. Stacja wąskotorowa w Rudach wygląda jakby zatrzymała się w czasie, a impreza „Kolejarski fach” jest zrobiona tylko dla nas. Serio, kto z nas wiedział wcześniej, jak działa zwrotnica albo jakie sygnały daje maszynista w trakcie manewrów?

A największy hit? Najstarszy elektrowóz Siemensa z 1896 roku! Tak, ten dziadek kolejnictwa wciąż robi wrażenie, a historia, którą opowiada przewodnik, sprawia, że zaczynasz patrzeć na pociągi trochę inaczej.

I wtedy przyszła pora na zawody na drezynach. Świetnie bawiliśmy się podczas sprawnościowych rywalizacji – zarówno dorośli, jak i dzieci dali z siebie wszystko. Okazało się, że pompowanie drezyny to prawdziwy sport i chyba nikt nie przypuszczał, że tak można się zmęczyć… i ubawić jednocześnie. Tytuł „Najlepszej Drużyny Parowozowej” był do wzięcia, więc emocje były jak na torze wyścigowym (tyle że w tempie „slow ride”). Nagrody dla najlepszych 3 drużyn zostały ufundowane tradycyjnie przez Porsche Club Poland.

A jako dodatkowa niespodzianka – mogliśmy zajrzeć do świata kowala! Dzieciaki z zachwytem oglądały, jak powstają metalowe ozdoby, a kilkoro z nich nawet miało okazję sprawdzić, jak ciężkie są prawdziwe młotki kowala.

Na koniec – klasyka: ognisko, kiełbaski, ciepła herbatka i rozmowy, które mogłyby trwać do wieczora. Dzieci wyszły z gwizdkami – obowiązkowy gadżet każdego małego kolejarza. (Rodzice już wiedzą, że to będzie hit w aucie przez całą drogę powrotną… i może jeszcze tydzień w domu 😉).

Po 16:30 kończymy dzień, ale w głowie zostaje to uczucie, że cofnęliśmy się o sto lat, a przy okazji spędziliśmy czas tak, jak trzeba – na luzie, z dobrą ekipą i dużą porcją śmiechu.

Otwarcie sezonu PCP 2025 – mój pierwszy raz jako członek Zarządu

W miniony weekend miałem przyjemność wziąć udział w otwarciu sezonu Porsche Club Poland 2025 – tym razem w zupełnie nowej roli. To był mój pierwszy oficjalny zlot jako członek Zarządu klubu PCP. Wsiadłem w mojego klasycznego Porsche 993 Cabrio i ruszyłem do Kielc, gdzie czekał na nas intensywny i pełen wrażeń program.

Skupiłem się na części turystycznej, więc tym razem nie wjechałem na tor ani nie uczestniczyłem w aktywnościach dedykowanych kobietom. I powiem Wam – wcale nie żałuję, bo sobota i niedziela były wypełnione wrażeniami po brzegi.

Sobota rozpoczęła się od przejazdu z Kielc do Podzamcza, gdzie odwiedziliśmy Dwór Starostów Chęcińskich oraz Centrum Nauki Leonardo da Vinci – idealne miejsce, by choć na chwilę przenieść się w świat eksperymentów i historii. Potem krótka przerwa obiadowa na Torze Kielce, który na co dzień aż kusi, żeby wyjechać na nitkę, ale tym razem poprzestałem na rozmowach z klubowiczami i podziwianiu aut.

Po południu ruszyliśmy do Muzeum Orła Białego w Skarżysku Kamiennej. To miejsce ma niesamowitą atmosferę – a ja miałem dodatkową frajdę, bo mogłem zasiąść w kokpicie samolotu i poczuć się jak pilot z filmu „Con Air”. Dzień zakończył się wspólnym zdjęciem na torze i krótką trasą leśną, a wieczorem w hotelu była już tylko dobra zabawa, kolacja i tańce przy DJ-u do późnej nocy.

Ogromną niespodziankę sprawił nam tego dnia nasz kolega klubowy Krzysztof „KIMBEX”, który przyjechał na zlot wyjątkowym Porsche Marsien od tunera Gemballa. Ten samochód robi kosmiczne wrażenie – miałem nawet okazję usiąść za jego kierownicą, co było dla mnie jednym z największych highlightów całego wyjazdu.

Niedziela przyniosła spokojniejszy rytm. Po wyjeździe z hotelu odwiedziliśmy Zamek w Szydłowcu, gdzie mieści się Muzeum Ludowych Instrumentów Muzycznych. Niesamowite miejsce – pełne historii i dźwięków, których na co dzień się nie słyszy.

Dla mnie to wydarzenie było wyjątkowe z kilku powodów. Po pierwsze, mogłem spotkać się z klubowiczami w roli członka Zarządu i porozmawiać o planach na cały sezon. Po drugie – mój 993 Cabrio po raz kolejny udowodnił, że klasyk może świetnie odnaleźć się w turystycznych trasach i wzbudzał ogromne zainteresowanie, gdziekolwiek się zatrzymałem.

Ten weekend dał mi sporą dawkę energii i przypomniał, dlaczego kochamy nasze Porsche – to nie tylko samochody, to styl życia, spotkania i emocje, których nie da się kupić.

Optimized by Optimole