Adriatyk z Pasją Porsche

Już trzeci raz sezon wakacyjny rozpoczynamy ze stowarzyszeniem Pasja Porsche z Krakowa. Tym razem zostaliśmy zaproszeni nad Adriatyk.

Pierwszy dzień wakacji – w tym roku przypadł na 22 czerwca – to tradycyjnie dzień dojazdowy. Klimatyczny Art Hotel w Graz stanowił punkt zborny dla 20 załóg z całej Polski (dołączyły ekipy z Zachodniopomorskiego, Warmii, Kujaw, Podlasia, Lubelszczyzny, Mazowsza, Małopolski i Śląska). Moja grupa dojazdowa uformowała się dosyć spontanicznie na przedmieściach Ostrawy z takich klasyków jak: 2 x 993 (Cabrio i Turbo), 2 x Boxster i Cayenne Turbo.

Cześć załóg do Graz dotarła na tyle wcześnie by mieć czas na zwiedzanie tego największego miasta austriackiej Styrii. My byliśmy tradycyjnie dosyć późno, co nie przeszkodziło na zorganizowanie „późnych rozmów Polaków”.

W sobotę rano odbyła się odprawa podczas której otrzymaliśmy bardzo przyjemne gadżety imprezowe: komplet naklejek, torby plażowe i okolicznościowe koszulki, a także został zarysowany plan całego wyjazdu oraz propozycja przejazdów z wykorzystaniem tras przygotowanych przez Gabrysię i Bartka (współorganizatorów) w aplikacji Porsche ROADS.

Koncepcja wyjazdów z Pasją Porsche generalnie polega na określeniu pewnych stałych punktów imprezy (miejsca noclegowe, wspólne zwiedzanie, przeprawa promowa itp.), a same przejazdy załogi wykonują według indywidualnych preferencji. Punktem wyznaczonym na niedzielę był wspólny obiad z przedstawicielami Porsche Club Slovenjia w miejscowości Bled. By dotrzeć o czasie na planowany posiłek nasza grupa wystartowała o 10.00 rano. Obraliśmy przejazd krętymi drogami Austrii, by dotrzeć chwilę po godzinie 12:30 na górskie przejście graniczne na przełęczy Seeberg-Saddle na wysokości 1,218 m.n.p.m. W pierwszej miejscowości po stronie słoweńskiej – Zgornje Jezersko zrobiliśmy przerwę na kawę i degustację lokalnych słodkości. Postój nad krystalicznie czystym, górskim jeziorem był bardzo odświeżający. Przemierzając lokalne drogi (których stan był mocno odbiegający jakością od tych austriackich) po godzinie 15.00 dotarliśmy do urokliwego miasteczka nad jeziorem Bled. Widok zaparkowanych na marketowym parkingu ponad 20 Porsche robił wrażenie 😉 Po smacznym posiłku czas był na przejazd do stolicy Słowenii – Lublany. My udaliśmy się w drogę ponowie lokalnymi drogami robiąc jeszcze zdjęcia sławnego kościółka na wyspie  Blejski Oto. Po przybyciu do hotelu był czas na zwiedzanie urokliwej starej części miasta. My (co łatwe jest do przewidzenia) udaliśmy się do winoteki Movia, gdzie próbowaliśmy win wytwarzanych przez właścicieli lokalu. Degustację rozpoczęliśmy od zjawiskowego musującego Puro 2020. Sposób prezentacji i podawania tego wina był jedyny w swoim rodzaju.

Poniedziałek to dzień wizyty w (dawnej) fabryce samochodów RIMAC w stolicy Chorwacji w Zagrzebiu. Podobnie jak wcześniej na dojazd wybraliśmy razem z Bartkiem lokalne drogi 🙂 RIMAC to nie tylko producent super samochodów, ale również ogromne R&D w branży elektromobilności. Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie skorzystali z propozycji „zaliczenia” górskiej drogi nr ZC1049 (fantastyczne zakręty przy ruchu jednokierunkowym mogliśmy bardzo pewnie i bezpiecznie pokonywać). Widok na Zagrzeb z poziomu ponad 1000 m.n.p.m. robił wrażenie 🙂 Na wieczór mieliśmy zaplanowany pobyt w hotelu przy granicy z Bośnią-Hercegowiną w rejonie jezior Plitwickich, które miały stanowić podstawową atrakcję na kolejny dzień. W hotelu czekała na nas fantastyczna wiadomość – zaledwie kilka kilometrów od nas znajduje się opuszczona baza wojskowa dysponująca kilkukilometrowym pasem startowym i wykutymi w górze hangarami. Željava Air Base to jedna z największych tego typu baz w Europie pochodząca z czasów zimnej wojny. Jej historia sięga lat powojennych (II Wojna Światowa). Miejsce było spełnieniem marzeń wielu automaniaków. Blisko 3 kilometry pasa startowego (będącego w całkiem dobrej kondycji) pozwoliło zorganizować testy naszych pojazdów – kto był to wie, co mam na myśli 🙂 Emocji było co nie miara, ale czas był wracać na nocleg do hotelu, gdyż plany na kolejny dzień były ambitne.

Po wczesnym śniadaniu, nasza grupa wyruszyła na zwiedzanie jednej z głównych atrakcji turystycznych Chorwacji – wspomnianych wcześniej Jezior Plitvickich. Ponieważ pogoda była mocno w kratkę, liczba turystów była bardzo mała, dzięki czemu mogliśmy w pełni delektować się urokami przyrody. Biorąc pod uwagę, iż wieczorem mieliśmy przewidziane noclegi na wyspie Pag, wybraliśmy ścieżkę „E” umożliwiającą nam w stosunkowo krótkim czasie (3h) poznanie najbardziej spektakularnej części parku. Podróż do naszego miejsca docelowego tradycyjnie wybraliśmy przez góry, gdzie zjeżdżając nad wybrzeże w miejscowości Karlobag i jadąc dalej sławną Jadrańską Magistralą E65 dotarliśmy na miejsce naszego dwudniowego odpoczynku. Znamienne jest, że w momencie dotarcia do hotelu, akurat Robert Lewandowski strzelał gola na mistrzostwach Europy w meczu z Francją dający nam jedyny punkt zdobyty podczas tej imprezy. Ten jeden dzień bez przemieszczenia był bardzo potrzebny zarówno dla załóg jak i samochodów. Cześć z nas spędziła go nad basenem, cześć eksplorowała czy to samochodem, czy pieszo wyspę Pag. Ważne, że zrodzony spontaniczne pomysł wynajęcia autobusu do zwiedzania Zadaru został zrealizowany. Zadar to bardzo ciekawe miasto ze starą częścią, a wyróżnikiem na tle całej adriatyckiej riwiery są morskie organy na których bez przerwy „grają” fale. Warto posłuchać ich muzyki.

Czwartek to wczesne śniadanie i przeprawa promowa z Pagu na kontynent. „Jadranką” podróż do naszego miejsca docelowego – Opatiji leżącej na granicy Istrii i Żupanii Primorsko-Gorskiej. Zwiedzając po drodze i robiąc przerwy (np. w urokliwej Crikvenicy) dotarliśmy do hotelu około godziny 16.00. Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy na eksplorację miasteczka. Mieliśmy duże szczęście, gdyż w tym dniu rozpoczynał się festiwal „RetrOpatija„. W miejskim parku mieliśmy okazję bawić się zarówno przy muzyce mechanicznej, jak i tej wykonywanej na żywo. Uświetnieniem wieczoru były występy taneczne lokalnych artystów. Szampańska (dosłownie) zabawa trwała, aż do północy.

Piątek (ostani oficjalny pełny dzień rajdu) spędziliśmy nad basenem/morzem delektując się wyśmienitą pogodą. Cześć z załóg wybrała opcję zwiedzania półwyspu Istria lub eksplorację parków narodowych.
Na wieczór była zaplanowana wspólna kolacja pożegnalna, która jak się okazało miała miejsce podczas rejsu wynajętym specjalnie dla naszej grupy stateczku turystycznym. Podczas rejsu odwiedziliśmy malowniczą wioskę rybacką Mošćenička Draga, która przypominała nam włoskie wioski z rejonu Cinque Terre. Po powrocie z krótkiego spaceru uliczkami wioski wróciliśmy na nasz statek. Tu czekała na nas marynarska kolacja. Serwowany przez załogę brancin (okoń morski) pochodził z porannego połowu. Humory i atmosfera podczas rejsu była wspaniała – aż trudno było uwierzyć, że to już koniec oficjalnej części naszej wspólnej podróży.

W sobotę rano większość uczestników udała się w podróż powrotną do Polski.

My zostaliśmy jeszcze kilka dni eksplorując interior Istrii (m.in. najmniejsze miasto świata Hum, testując nalewki z destylarni Aura, czy wina w Motovun), a także odpoczywając wśród winnic południowej Styrii w Austrii. W sumie zrobiliśmy szczęśliwie 1784 mile (czyli prawie 2900 km).

Wielkie podziękowania dla Paula, Gabrysi i Bartka za wspaniałą organizację i już odliczamy czas do kolejnego wspólnego wyjazdu.

Festung Przemyśl – śladami Szwejka

Początek czerwca od kilku spędzamy na wspólnym wyjeździe ze stowarzyszeniem Pasja Porsche w rejon Podkarpacia/Bieszczad. W tym roku nie mogło być inaczej. Za naszą bazę stanowił bardzo wygodny hotel Wiki usytuowany na obrzeżach Sanoka. Cześć załóg (zwłaszcza tych z dalszych rejonów Polski) zjeżdżała już w czwartkowy wieczór.

Piątek, był pierwszym oficjalnym dniem imprezy. Tradycyjnie o 9:11 odbyła się odprawa na której został nam przedstawiony dokładny scenariusz imprezy, a także rozdane zostały pamiątkowe naklejki. Około godziny 9:44 wyruszyliśmy do Przemyśla przepiękną drogą DK28 obfitującą w liczne serpentyny – co poniektórzy z nas zaliczali je kilkukrotnie w swoich Porszakach 🙂 Na miejsce przybyliśmy grubo przed dwunastą. Dzięki uprzejmości władz miasta mogliśmy zaparkować nasze samochody pl. Niepodległości w ścisłym centrum miasta. Mieszczące się tuż obok w górującej nad terenem wieży „Muzeum Fajek i Dzwonów” stanowiło dla nas pierwszy punkt zwiedzania. Przedstawione w nim kolekcje eksponatów, a także historie związane z lokalnym przemysłem były bardzo interesujące i pouczające. Punktualnie o godz. 12.00 odtwarzany hejnał miasta zastał na tarasie widokowym wieży – uff, niezłe to było  Widok rozpościerający się z niego ukazywał piękno miasta, a także zaparkowanych poniżej naszych samochodów. Z racji liczy uczestników zlotu, zostaliśmy podzieleni na dwie grupy. Moja udała się na zwiedzanie podziemnej trasy prezentującej bogatą historię miasta. Druga grupa w tym czasie udała się na posiłek. Mniej więcej po półtorej godzinie role się odwróciły. Na zakończenie pobytu w Przemyślu czekała na nas chyba najważniejsza atrakcja – spotkanie przy pomniku dobrego wojaka Szwejka z członkiem „Przemyskiego Stowarzyszenie Przyjaciół Dobrego Wojaka Szwejka”, który to jak na pasjonata przystało, przybliżył nam wiele ciekawych faktów związanych z miastem i jego burzliwą historią. Około godziny 17.30 wyruszyliśmy przez Arłamów do szybowiska w Bezmiechowej. Jak podają liczne przewodniki to jedno z najlepszych miejsc do obserwowania bieszczadzkiej panoramy. Przybyliśmy idealnie w czasie tzn. złotej godziny – zdjęcia wyszły przepięknie, a widoki faktycznie były zapierające dech w piersiach. Wieczorem w hotelu czekała na nas pyszna kolacja, a także wynajęte specjalnie dla nas tory kręgielni. Zabawa trwała do późnych godzin nocnych. Na szczęście, w sobotę przewidziane były atrakcje bez użycia naszych samochodów.

W sobotę wcześnie rano pod nasz hotel podjechał autobus, który to zabrał nas do miejscowości Uherce Mineralne, gdzie czekały na nas „Bieszczadzkie drezyny kolejowe”. Trasa liczyła około 2,5km pod lekką górkę. Następnie drezyny zostały w sprytny sposób obrócone na szynach i dosyć sprawnie wróciliśmy na stację kolejową skąd wyjechaliśmy. Kolejna atrakcja, która czekała na nas w Uhercach to autorski browar URSA MAIOR. W sumie to dużo więcej niż browar – to lokalny ośrodek krzewiący bieszczadzką kulturę, rzemiosło i kuchnię. Podczas pasjonującego filmu o powstaniu tego ośrodka oraz ideom mu przyświecającym raczyliśmy się piwem oraz lokalnymi serami. Mi – o dziwo – najbardziej smakowało ciemne piwo „Imperium Słońca”, które leżakując 2 lata w dębowych beczkach nabrało wyjątkowej złożoności smaków i aromatów. Na obiad udaliśmy się nad Solinę, gdzie w fantastycznej restauracji „Karmnik” bardzo porządnie nas nakarmiono 🙂 Już z pełnymi brzuszkami wróciliśmy na drugi brzeg zapory, by niedawno oddaną kolejką gondolową wdrapać się na szczyt będącej na wysokości 562 m.n.p.m wieży widokowej. Przejażdżka sama w sobie robiła niesamowite wrażenie – najwyższy punkt na trasie kolei to 102m, a maksymalna odległość pomiędzy podporami (2 i 3)  – 681,67 m. Z tarasu widokowego roztaczał się przepiękny widok na jezioro i jego okolice. Dopiero z tej perspektywy można było zobaczyć jak wspaniałym obiektem jest odwiedzone przez nas poprzedniego dnia szybowisko. Szybkie lody i napoje ochładzające (a było w ten dzień bardzo upalnie) w restauracji widokowej i powrót do autokaru. Przecież czekały na nas jeszcze atrakcje wieczorne. Po krótkim czasie w hotelu na odświeżenie się i zmianę strojów udaliśmy się na wieczorną kolację i degustację do Winnicy Widokowa niedaleko Krosna. Wina z tej winnicy to pierwsza liga w Polsce! 

Niedziela to dzień wyjazdów do domu. Duża liczba uczestników rajdu zaraz po śniadaniu udała się w drogę powrotną do domów. Nam udało się jeszcze spełnić jedno z moich marzeń – odwiedziliśmy Zamek w Sanoku, w którym jest między innymi największa na świecie ekspozycja prac Zdzisława Beksińskiego, ba nawet jest jego pracownia przeniesiona żywcem z mieszkania na warszawskim Ursynowie. Jako ciekawostka dodam fakt, że przed Zamkiem stoi zaparkowana Toyota artysty. Po drodze tradycyjny obiad na „Rybiej wyspie” i zostało nam jedynie odliczanie czasu do wyjazdu z Pasją Porsche na Adriatyk.

Wyjazd uważam za bardzo udany. 993 spisało się bardzo dobrze, co stanowi dobry prognostyk przed wyjazdem na Południe Europy już za dwa tygodnie.

Klasyczne mazury

Wolfsschanze (Wilczy Szaniec) i wydarzenia które rozegrały się tam 20 lipca 1944r mogły raz na zawsze odmienić losy nie tylko II wojny światowej, ale również powojennego układu sił w Europie i na świecie. Jednym z moich marzeń od lat było zwiedzenie tego miejsca. Dzięki Porsche Club Poland udało się to zrealizować w rześki weekend majowy, ale po kolei.

Poranna kawa na stacji benzynowej gdzieś na S16 w okolicach Olsztyna z miłośnikami Porsche – tak rozpoczęła się nieoficjalna cześć Zlotu PCP Classics. Stąd wyruszyliśmy w kilkanaście jakże różnych przedstawicieli marki z Zuffenhausen w kierunku krainy Wielkich Jezior Mazurskim. Tak jak wspomniałem na wstępnie – nasz pierwszy przystanek to kompleks „Wilczy Szaniec” który stanowił w latach 1941 – 1944 Główną Kwaterę Adolfa Hitlera. Liczący blisko 200 schronów, budynków i baraków obiekt stanowił dla przywódcy III Rzeszy dom przez ponad 800 dni. Co ciekawe, obiekt nigdy nie dostał się w ręce nieprzyjaciela i został błyskawicznie zniszczony przez Nazistów krótko po ostatniej wizycie Fuhrera w listopadzie 1944r. Zwiedzanie zajęło nam dobre kilka godzin, a punktem kulminacyjnym była wystawa pokazująca działania Niemców na okupowanych terenach, a przede wszystkim informacji i inscenizacja związana z najsłynniejszym, nieudanym zamachem na Adolfa Hitlera (historycy twierdzą, że wyszedł on obronną ręką sponad 40 prób jego neutralizacji!).

Po „żołnierskim” lunchu udaliśmy się malowniczymi drogami w kierunku bazy zlotu – Portu Nowy Sztynort. Zanim tam jednak dotarliśmy mieliśmy okazję zwiedzić kilka budowli hydrologicznych z niedokończonego niestety nigdy Kanału Mazurskiego. Byliśmy m.in. na śluzie Leśniewo Górne, która to cechowała się największym spadem w całym systemie. 

Po dotarciu do naszej bazy mieliśmy jeszcze spotkanie z przewodnikiem, który opowiedział nam historię miejscowego pałacu rodu von Lehndorff. Losy rodziny bardzo się skomplikowały (delikatnie to ujmując) po nieudanym zamachu na Hitlera, gdyż hrabia Heinrich Ahasverus von Lehndorff-Steinort był w niego zaangażowany. Jego córka – Veruschka von Lehndorff – została pierwszą niemiecką supermodelką w latach 60-tych ubiegłego stulecie. Kilka dni wcześniej zostało również otwarte multimedialne muzeum żeglarstwa w pięknie odrestaurowanym memuaku, co stanowiło dopełnienie wizyty.

Załogi miały czas na zakwaterowanie się i krótką regenerację sił przed tradycyjną już kolacją grillową pod namiotami. Do wyboru były pokoje w wygodnym pensjonacie, w domkach na wodzie, czy wesołych łódkach zacumowanych w przystani. My wybraliśmy domki.

Mazurskie powietrze zbudziło mnie w sobotę dosyć wcześnie i miałem czas na poranną lekturę i delektowanie się kawą na tarasie domku. Po smacznym śniadaniu, nasza kawalkada 50 klasycznych Porsche ruszyła w kierunku Giżycka, gdzie mieliśmy zwiedzać Fort Boyen – jedną z największych w ówczesnej Europie twierdz. Zostaliśmy podzieleni na dwie grupy. Ja akurat miałem przyjemność zwiedzać fort w towarzystwie bardzo dobrego pana przewodnika, który wykazał się nie tylko ogromną wiedzą, ale również dużym poczuciem humoru. Po zwiedzaniu czekała na nas niespodzianka. Uczestnicy zlotu organizowanego przez forum 924.pl postanowili się z nami spotkać na dziedzińcu twierdzy. 

Ponieważ pora obiadowa zbliżała się wielkimi krokami w mniejszych grupkach udaliśmy się w kierunku rybaczówki w Bogaczewie nad jeziorem Bocznym. Przygotowany dla nas posiłek to była czysta poezja! Świeże ryby z grilla to jest to co lubię najbardziej. Po odpoczynku udaliśmy się lokalnymi drogami (były oczywiście tradycyjnie szutrowe odcinki) do Mamerek, gdzie mieściła się Kwatera Główna Niemieckich Wojsk Lądowych (OKH), która to w popłochu została opuszczona przez wojska Wehrmachtu w styczniu 1945r. W skład obiektu prócz 30 bardzo dobrze zachowanych bunkrów wchodzą również: muzeum II wojny światowej, rekonstrukcja bursztynowej komnaty, u-boot i wunderwafe oraz wieża widokowa. Zwiedzanie całości (w tym podziemnego tunelu) zajęło nam ponad dwie godziny. Po 18.00 wyruszyliśmy do naszej „kwatery” by przygotować się na wieczorne atrakcje. A te w tym roku były wyjątkowe za sprawą licytacji pięknego 924 w stylizacji „le Mans” należącego do naszego klubowego kolegi Adama Jerozolimskiego z Olsztyna. Adam kilka lat temu uległ ciężkiemu wypadkowi samochodowemu z łosiem. Pomimo tego, że lekarze nie dawali mu wielkich szans na przeżycie, dzięki jego ogromnemu uporowi i zaangażowaniu wielu osób w zbiórkę pieniędzy na rehabilitację, stan zdrowia uległ znacznej poprawie. Niestety do końca życia będzie on wymagać specjalistycznej opieki i postanowił on wystawić swój ukochany samochód na licytację, by ktoś inny mógł się nim cieszyć. Niezmordowany „Mata” wiceprezes PCP prowadził przez ponad 2 godziny licytację różnych przedmiotów związanych z Porsche na rzecz zbiórki dla Adama. Co ciekawe, samochód wylicytowała para z … Olsztyna będąca przypadkowo w tym czasie w Sztynorcie!

Niedziela to czas powrotu, ale po śniadaniu czekała na nas ostatnia atrakcja zlotu – wspólny rejs statkiem po jeziorach: Sztynort, Dargin i Kisajno. W trakcie powrotu do domu odwiedziliśmy jeszcze malowniczy kościółek w Okartowie nad jeziorem Śniardwy.

Do domu wróciłem około 22.00 robiąc w ten weekend ponad 1500km moim klasycznym Boxsterem 🙂

PS. Widok zorzy polarnej na Mazurach – lepiej tego nie można sobie było wyobrazić.

Puchar kartingowy 2024

Tradycyjnie, w styczniu rusza Puchar Kartingowy „Pasja Porsche„. Podobnie jak w ubiegłym roku pierwsze punkty można było zdobyć podczas czwartkowych zawodów zorganizowanych w SKW Racing Park w Skawinie.

Frekwencja dopisała, a dodatkowo była bardzo silna reprezentacja w kategorii juniorskiej oraz pań.

Gdańska foto-sesja

Korzystając z pięknej pogody i krótkiego pobytu w Gdańsku postanowiłem wykonać mini sesję zdjęciową mojej 944 na tle Stoczni Gdańskiej i tzw. robotów-rozbitków. Miejsce to zostało odkryte dla mnie przez organizatorów pierwszego P-series Rally organizowanego w 2021 właśnie w tym pięknym mieście.

Mikołajkowe spotkanie PCP w Krakowie

Wychodząc z inicjatywą Porsche Centrum Kraków Auto Premium Kus zaprosiło członków Porsche Club Polska na przedświąteczne wspólne śniadanie do swojego salonu samochodowego. Jako iż do 6 grudnia było zaledwie 3 dni to przygotowano również niespodzianki dla nas.

Główną oczywiście była opowieść o najnowszych limitowanych wersjach 911, a mianowicie: 911 GT3RS i specjalnej wersji 911 Dakar. Wykład przygotował i prowadził Janusz Dudek – szef instruktorów Porsche Experience. Następnie przedstawiłem dokonania klubowe w tym roku i bogate plany na rok 2023. Miłym gestem od salonu był również przygotowany specjalny 20% rabat na zakupu w firmowym sklepiku – a było co kupować 🙂

Wielkie podziękowania dla Moniki Matusiak z Porsche Centrum Kraków za współpracę.

Cedynia. Jesienny zlot Porsche Club Poland

Ostatni weekend września to już tradycyjnie spotkanie klasyków zrzeszonych w jedynym oficjalnym Porsche Club Poland.

Na zlot oficjalnie rozpoczynający się w sobotę rano wyruszyliśmy w kilka samochód już w piątek po południu. Naszym celem było spędzenie wspólnego miłego wieczoru w Winnicy Mozów nieopodal Sulechowa. Przygotowana specjalnie dla nas degustacja win rozpoczęła się punktualnie o godzinie 19.00, a przedłużyliśmy ją znacznie organizując szybko grilla. Wina były znakomite, ja nawet testowałem te czerwone, które nie dla mnie wskazane (mam na nie alergię).

W sobotę rano, po wczesnym śniadaniu udaliśmy się do Kostrzyna nad Odrą, gdzie na godzinę 12.00 zaplanowano wspólne zwiedzanie twierdzy. Półtorej godziny później, zwartym szykiem przekroczyliśmy granicę z Niemcami i udaliśmy się do jednego z najpilniej strzeżonego bunkra atomowego Hernekop. Ten znajdujący się na terenie byłej NRD skrywał m.in. cud ówczesnej techniki – komputer wyposażony w potężny procesor taktowany zegarem 12 Mhz, 4 MB pamięci ram, dyski magnetyczny i modem 2.400 Bit/s. Sprzęt ten rzekomo miał być wykorzystywany do obliczeń wynagrodzeń, ale w rzeczywistości raczej służył wojsku i służbie wywiadowczej. Zwiedzanie w towarzystwie niemieckich przewodników zajęło nam prawie trzy godziny! Następnie lokalnymi drogami udaliśmy się do Cedyni – jednej z najdalej na zachód położonych miejscowości w Polsce – to była nasza baza noclegowa. Z racji bardzo dużej liczby uczestników rajdu zostaliśmy zakwaterowani w kilku lokalizacjach – my w klimatycznym Klasztorze Cedynia. Wieczorna wspólna wieczerza trwała do późnych godzin nocnych – każdy chciał porozmawiać, przecież z wieloma osobami nie widzieliśmy się od dłuższego czasu. W nocy – tradycyjnie już po północy – było wspólne „kopanie w oponki” i rozkoszowanie się dźwiękiem odpalanych najstarszych bokserów zlotu.

Niedziela rano wczesne śniadanie i przed 10.00 byliśmy z powrotem w Niemczech. Przejechaliśmy malowniczymi lokalnymi drogami przez Crussow, Angermunde, Oderberg by w końcu dotrzeć do celu naszej podróży – podnośni statków Niederfinow – będącej elementem liczącej 135km wodnej trasy Berlin-Szczecin (Elba-Odra) otwartej przez Cesarza Wilhelma II w 1914r. To dzieło inżynierskiego geniuszu zrobiło na nas ogromne wrażenie. Niesamowite z jaką gracją statki wycieczkowe pokonują różnicę 36 metrów wysokości korzystając z „windy”. Obserwowanie tego procesu było bardzo interesujące.

Następnie wróciliśmy do Polski robiąc trasę turystyczną m.in. przez Chojnę, Witnicę i przejazd leśnymi duktami w okolicy Morynia. Kierując się przez las wzdłuż rzeki Słubia udało nam się w końcu dostać do cywilizacji w Starych Łysogórkach. Po krótkim postoju na Cmentarzu Wojennym 1 Armii Wojska Polskiego udaliśmy się już całą grupą w okolice Europabrücke Neurüdnitz-Siekierki otwartego zaledwie trzy miesiące wcześniej. Most ma 860 metrów długości. 330 metrów każdy prowadzi po stronie niemieckiej i polskiej nad Odrą i 200 metrów nad wyspą w granicznej rzece. Po relaksującym spacerze skoczyliśmy jeszcze zrobić pamiątkowe zdjęcia w najdalej na zachód położonym punkcie w Polsce. Stamtąd udaliśmy się w podróż powrotną i już o 23.20 byliśmy w domu 🙂

Kolejny udany zlot za nami. 869 mil przybyło na liczniu 993. Miało przybyć na liczniku 944, ale z powodu awarii w układzie chłodzenia (wskaźnik temperatury) wiatrak godnie zastąpił „kanalizę”.

Wystawa w Krakowie

Miałem okazję wziąć po raz kolejny w ciekawej inicjatywie stowarzyszenia Pasja Porsche.

W sobotę 17 września zorganizowali oni wystawę różnych modeli Porsche na dziedzińcu starej zajezdni tramwajowej mieszczącej dzisiaj Muzeum Techniki i Inżynierii. Zjawiło się kilkanaście modeli, które zostały ustawione tematycznie. Po prawej stronie przedstawiciele transaxli, po lewej różne generacje 911, a centralnie przed bramami zajezdni modele Porsche z silnikami umiejscowionymi … centralnie 🙂

W halach zajezdni została zorganizowana wystawa różnych gadżetów związanych z Porsche, a także strefa dla najmłodszych. Były gry, zabawy i wspólne malowanie.

To była bardzo miło spędzona niedziela w Krakowie.

I czwartek nowego roku szkolnego z Pasja Porsche

Tradycyjnie, w pierwszy czwartek miesiąca w Krakowie odbyło się spotkanie sympatyków stowarzyszenia Pasja Porsche.

Tym razem spotkaliśmy się w sympatycznej restauracji Tesone. Po wspólnym posiłku i tradycyjnych rozmowach o naszych samochodach udaliśmy się wspólnie na przejazd przez świeżo oddane tunele Trasy Łagiewnickiej. Przejazd Boxsterem z otwartym dachem dał dużo frajdy, zwłaszcza gdy było słychać pięknie „strzały” wydechów 911 Turbo, czy dźwięk silnika V8 w Porsche 928. Myślę, że licznie zebrani w tym dniu najmłodsi fani marki Porsche miele wiele radochy.

X zlot Porsche Classic Forum

Ostatni weekend sierpnia to tradycyjne spotkanie forumowiczów zrzeszonych wokół PCF.

Podobnie jak w latach ubiegłych imprezę zorganizowali Ela i Berni w Szczyrku. Jako „biforek” zaprosiłem kilka załóg do Tychów na zwiedzanie Muzeum Tyskich Browarów Książęcych. Pani przewodnik przybliżyła nam nie tylko historię tyskiego piwowarstwa, ale również mieliśmy okazję zwiedzić część zakładu produkcyjnego, a na końcu spróbować świeżych wyrobów.

Zlot tradycyjnie rozpoczął się od piątkowej wspólnej kolacji i nocnych rozmów. W sobotę rano ruszyliśmy na trasę po Beskidach. Na początek udaliśmy się krętymi dróżkami do „Złotego Gronia” gdzie czekała na nas kawa i ciasto. Z restauracyjnego tarasu położonego na wysokości 710 m.n.p.m. rozpościera się wspaniały widok na Koniaków, Istebnę i południowe pasmo Beskidów. Po tak mile rozpoczętym poranku udaliśmy się kolumną liczącą kilkadziesiąt samochodów przez Milówkę, Żywiec do Tresnej nad Jeziorem Żywieckim gdzie zostaliśmy zaokrętowani i kolejną godzinę spędziliśmy na wodzie. Po powrocie do hotelu mieliśmy czas wolny, który każdy wykorzystał wedle uznania. Jedni korzystali z atrakcji hotelowego SPA, inny nabierali sił przed wieczornym bankietem, a jeszcze inni przygotowywali się do niego w hotelowej restauracji 🙂 Sobotni wieczór to tradycyjna impreza z DJ-em 🙂 trwająca do białego rana. Dobrze, że w niedzielę można było liczyć na późne wymeldowanie z hotelu.

W drodze powrotnej odwiedziliśmy jeszcze zabytkowy Pałacyk w Promnicach – niestety jest on ciągle w remoncie i ze zwiedzania lub wspólnego lunchu nic nie wyszło.

O ile dobrze policzyłem, to w tegorocznym zlocie, liczba „wiatraków” i „kanaliz” (bez wliczania w to transaxli) była identyczna.

Ciekawe gdzie za rok się spotkamy?

Optimized by Optimole